Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
        






     

         


 
       ZJAWISKA NIEWYJAŚNIONE

Reinkarnacja czyli „wędrówka dusz” – czy są dowody?
 

Człowiek nie myśli o śmierci. Bo i o czym tu myśleć? Przebiegając pilotem po kanałach telewizyjnych widzimy roześmianych i zadowolonych z siebie ludzi, którzy pokazują nam tzw. radość z życia w świecie materialnym. A to nowe samochody, a to meandry gierek męsko-damskich pokazywane w kretyn-serialach, albo wiadomości koncentrujące się na sprawach zupełnie odległych. Jeżeli pojawia się tam śmierć, jest ona niegroźna, gdyż zawsze jest daleko i nas nie dotyczy.


Świat współczesny spycha ten temat wstydliwie do kąta, udaje, że takiego problemu nie ma, a nawet jeżeli kiedyś się pojawi, to za wiele, nieskończenie wiele lat. Aż wreszcie przychodzi moment, kiedy śmierć zaczyna być bardzo realna. Ludzie wtedy głupieją, czują się tak, jakby ktoś ich oszukał, bo mówił, że to przecież dotyczy kogoś innego, a nie „mnie”.

Kolejny ciekawy moment w życiu – uświadomienie sobie, że te wszystkie przedmioty które tak gorliwie gromadziliśmy przez cały czas, zostaną rozgrabione i to wcale nie jest pewne, czy nawet przez własną rodzinę… Człowiek szuka sensu, wtedy po raz pierwszy w życiu zaczyna zadawać sobie ważne pytanie: czy to już koniec? Czy taki był cel tej szarpaniny?

Kiedy pojawia się temat związany z celem naszej ziemskiej wędrówki, zawsze pojawiają się trzy szkoły myślenia. Pierwsza – najbardziej pewna siebie popierana przez podręczniki szkolne – zakłada, że człowiek w momencie śmierci ciała fizycznego kończy się absolutnie. Nie ma żadnej duszy, nie istnieje żaden Bóg, religie to przesądy ciemnoty, zaś ludzie światli opierający się na nauce nie wierzą w żadne takie „bzdury jak świat duchowy”.
Druga grupa (należą do niej zarówno chrześcijanie, jak i wyznawcy Islamu) mówi o tym, że życie to rodzaj gry z wyraźną nagrodą na końcu. Ma nią być niebo, jeśli nasze życie wypełniały dobre uczynki, i piekło – jeśli było wprost przeciwnie. Upraszczam w tej chwili ten cały system, ale ta pierwsza grupa (ateiści) ma wyraźną przewagę nad tą drugą w jednym, małym punkcie. Chodzi o konkretną sytuację. Oto wyobraźmy sobie 10 letniego chłopca, który w żaden sposób nie zdążył jeszcze nagrzeszyć, bo i nawet zbytnio nie wiedział jak… Dziecko jednak dostaje raka kości, który sprawia, że w ciągu roku niesłychanych męczarni kończy swoje życie (takich przypadków jest tak wiele, długo by mówić…). Jak w takim razie oceniać jego życie? Z czego go rozliczać? Dlaczego jego rówieśnik, chłopiec o równie dobrej naturze i łagodnym usposobieniu, żyje i rozwija się dalej zdrowo i radośnie? To pytanie wywołuje rozdrażnienie u pierwszej grupy, czyli ateistów. „Miał pecha i tyle. Tamtemu się udało i w porządku. Życiowa ruletka, jeden wygrywa, a drugi przegrywa. Mnie też się udało, żyję i jestem zdrowy, reszta mnie mało interesuje, choć czasami współczuję przegranym, ale nie mam zbyt wiele na to czasu i szybko zapominam” – ta filozofia jest logiczna i spójna.
Druga grupa – nazwijmy ją „Piekło/Niebo” ma znacznie gorzej. Bo ta sytuacja pokazuje, że już na starcie warunki „biegu do nieba” nie są równe. To jest tak, jakbyśmy wszyscy biegli na 100 metrów. My startujemy do biegu w znakomitym stroju sportowym wyspani i wypoczęci, a komuś obok przypinamy do nóg ołowiane ciężarki i od kilku dni nie dajemy zasnąć… „Biegnij, biegnij!” – rozlega się wokół. I wtedy pojawia się pytanie: dlaczego? Dlaczego już na początku naszego życia są tak nierówne warunki startu? Jedni są przystojni i zachwycający urodą, inni wprost przeciwnie – ich fizjonomia wręcz odpycha, jednemu dziecku bogaci tatuś i mamusia od początku zapewniają dobrobyt na całe życie, inne dziecko tapla się w biedzie i nędzy, co pcha go czasami do strasznych decyzji, które odsuwają od niego „niebo” dalej i dalej… A przecież gdyby ta życiowa „ruletka urodzeniowa” zakręciłaby się trochę inaczej, to być może nie musiałby zostać tym, kim został i tak dalej – pytań można mnożyć w nieskończoność. Grupa „Niebo/Piekło” przykłada palec do ust i mówi cicho, że to „wielka tajemnica” i że nie nam się nad tym zastanawiać. „Są to tajemnice boskie, widocznie coś w tym musi być” – odpowiadają. Ale co? Jaki to ma sens? Czy ktoś przez swoje cierpienie w życiu doczesnym będzie stał wyżej w „Chórze Niebieskim”? Przegoni pozostałych uczestniczących w wyścigu do nieba? No to w takim razie też jest to wielce niesprawiedliwe…. Uczestniczyłem w takich dyskusjach wiele razy. Takie rozmowy przeważnie szybko się kończą, bo dochodzimy do sprawy dogmatów wiary. Z dogmatami się nie dyskutuje, je się tylko i wyłącznie przyjmuje jako prawdę. Tylko wtedy zresztą mają sens. I jest wreszcie grupa trzecia, która stanowi mniej więcej jedną trzecią ludzkości, która wierzy w reinkarnację, czyli „wędrówkę dusz”. Teoria ta mówi wyraźnie, że człowiek jest istotą duchową, po śmierci ciała fizycznego nasza dusza przenosi się na jakiś czas do świata niematerialnego, aby ponownie powrócić i wcielić się w ciało dziecka, które właśnie przychodzi na świat.
Żeby omówić tę teorię i przeróżne implikacje wynikające z założenia ponownego wcielania się duszy potrzebowałbym pewnie z tysiąc stron maszynopisu i tekst poniższego artykułu na stronach NAUTILUSA byłby nie do przeczytania…. Skoncentruję się ne tylko jednym problemie, który zawsze się pojawia, kiedy mówię o reinkarnacji jak o prawie ciążenia –ono po prostu jest. A jakie masz dowody? Pokaż mi choć jeden! Ludzie Ci najchętniej by chcieli, żeby tę „reinkarnację” ustrzelił, powiesił gdzieś na haku żeby trochę skruszała, a potem zaniósł do laboratorium…
Niestety, tutaj możemy mówić o dowodach pośrednich. Gwarantujemy jednak, że przez kilkanaście lat badania zjawisk niewyjaśnionych wiele razy mieliśmy okazję takich dowodów wręcz „dotykać”, co kiedyś - mamy nadzieję -opublikujemy w oddzielnej książce.

Do napisania tego tekstu skłoniła nas ostatnia audycja z serii „Archiwum w TOK FM” poświęcona przeznaczeniu, której bohaterem był Norman - autor książki „Jak złagodzić złe przeznaczenie”. Audycja wstrząsnęła wieloma ludźmi (polecamy jej odsłuchanie na stronach www.gazeta.pl), ale najwięcej emocji wzbudziła pewność, z jaką obaj rozmówcy w studiu wyrażali się o reinkarnacji. Jak można tak mówić? Gdzie dowody? – maile z takimi pytaniami otrzymaliśmy po tej niezwykłej audycji.
Uznaliśmy, że jest to dobry moment, aby przypomnieć jedną z najbardziej poruszających historii z terenu Polski, która została po raz pierwszy ujawniona w audycji „NAUTILUS RADIA ZET” w 1996 roku i która wtedy poruszyła kilka milionów ludzi w całym kraju. Historia ta jest o tyle niezwykła, że dotyczyła dziecka urodzonego w zwykłej katolickiej rodzinie, dla której idea reinkarnacji była równie egzotyczna i nierealna, jak lot na księżyc dla Indian z doliny Amazonii. /tekst poniżej był pisany kilka lat temu/

Mamo, ja już byłem na ziemi, ale zostałem zabity w pojedynku


Ta historia zaczęła się w momencie, kiedy w rodzinie państwa G. mały Marcinek zaczął mówić. Dwuletnie dziecko, co chwilę pytało, dlaczego nikt nie jeździ na koniach i nie nosi zbroi. Początkowo rodzice podejrzewali, że za wszystkim stoi dziecięca fantazja. Bezskutecznie szukali książek, z których Marcin mógł o tym przeczytać. Im dziecko było starsze, tym jednak opowiadana przez niego historia była coraz ciekawsza.
Ku przerażeniu najbliższych Marcin oświadczył, że na ziemi nie jest pierwszy raz. W swoim poprzednim życiu był rycerzem, jeździł na koniu, nosił zbroję i uczestniczył w pojedynkach. Miał rodzinę, żonę i sześcioro dzieci. Mieszkał w zamku i miał własnego króla, choć " nie był bardzo ważnym rycerzem ".
Tu zaczyna się część opowieści chłopca, która zapiera dech w piersiach. Marcin pamięta dzień, kiedy przyszło mu stoczyć pojedynek na miecze. Obok niego walczył jego giermek. Chłopiec utrzymuje, że w tym pojedynku został zabity. Jest to o tyle niezwykłe, że kilkuletnie dzieci przeważnie w wymyślanych przez siebie historiach kreują się na bohaterów. Marcin przeciwnie, mówi że przegrał! Wspomina, że z góry obserwował swoje własne ciało, z którego po śmiertelnym ciosie mieczem sączyła się krew. Następnie opowieść Marcina przypomina jako żywo relacje ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Dziecko opisuje świetlisty tunel, który pojawił się obok miejsca ostatniej walki. Tunelem udał się w stronę światła do cudownej krainy, gdzie było mu bardzo dobrze. Tam spotkał niezwykłe istoty, które nazywa aniołkami.
" One były zupełnie przezroczyste, można było przez nie przelatywać " - opowiada mi dziecko - " Nie musieli nic mówić, a ja i tak wiedziałem, co chcą powiedzieć".
Według chłopca tam, gdzie był, jest bardzo jasno i bezpiecznie. Są tam miliony takich ludzi, jak na Ziemi. Nie można jednak tam przebywać wiecznie. Trzeba wrócić na Ziemię, aby dalej się uczyć.
" Każdy musi wrócić, tak samo jak każdy jest malutki, potem duży, a później przychodzi od aniołków do brzuszka mamusi " - mówi Marcin dziwiąc się, że nie wiem tak oczywistych rzeczy.

Powrót na Ziemię

Kiedy zbliżał się czas jego powrotu na Ziemię, Marcin ma do wyboru miejsce, czas, a nawet rodzinę. Jest zmęczony wojnami, nie chce więcej krwi i pojedynków. Kiedy pytam go o jego obecnych rodziców potwierdza, że przed swoim narodzeniem znał ich oboje. Pamięta nawet, jak przyszedł „do brzuszka mamusi”! Jednak to, co tak naprawdę przyciągnęło go do rodziny G., była jego była żona z czasów, kiedy był rycerzem. Z relacji chłopca wynika, że jego żona reinkarnowała się jako Monika. Ma dwadzieścia lat i jest dla niego ciocią. Nie jest to jednak jedyna osoba, którą Marcin pamięta z czasów, kiedy był rycerzem. Kolejną reinkarnacją z odległych czasów jest jego babcia, którą nazywa imieniem Gizela.
" Marcin był zdumiony, że babcia nie pamięta czasów, kiedy nosiło się zbroję i mieszkało w zamkach" - mówi matka Marcina - " Często opowiada, że przychodził do niej ze swoimi synami, zaś najstarszy był do niej niezwykle podobny..."




Mieszkałem w tym zamku!

Marcin opisuje mnóstwo szczegółów ze swojego rycerskiego życia. W tamtych czasach ludzie mieszkali w zamkach, ale także w namiotach. Bardzo wielu jeździło na koniach. Wokół zamków urządzano turnieje. Rycerze, tacy jak on, mieli własnych giermków i uczestniczyli w pojedynkach.

" A czy kiedy byłeś duży, to miałeś długopis, taki jak ten? " - pytam Marcina pokazując mojego Parkera.
" Nie było wtedy takich, ale pisaliśmy przy pomocy piór. Takich, jakie mają ptaszki " - odpowiada ze spokojem Marcin.

Rodzice często pokazywali mu zdjęcia i rysunki różnych budowli z czasów średniowiecza. Chłopiec żadnej sobie nie przypominał. Dopiero kiedy na wakacjach cała rodzina G. pojechała do Malborka, chłopiec rozpoznał zamek.
" Mieszkałem tu, w tamtym skrzydle. Jak przyjechał król, to nas z niego wyrzucili, ale tylko na chwilę" - oświadczył zdumionym rodzicom. Okazało się, że zna znakomicie cały układ zamku. Wiedział, gdzie w dawnych czasach podnoszono konie z rycerzami do góry, gdzie były stajnie i gdzie odbywały się pojedynki. Co ciekawe, nie pamiętał w ogóle krzyżaków. Przewodnik zaprowadził chłopca do zbrojowni. Tam Marcin rozpoznał zbroje i stroje, które noszono w czasach, kiedy był na zamku. Z setek rekwizytów wybierał bezbłędnie te, które były z lat 1550-1600. Było to już po Hołdzie Pruskim, a więc wtedy na zamku krzyżaków już nie było! To nie jest jedyna rzecz potwierdzająca relację chłopca. I tak Marcin od małego opowiadał, że mieszkał w zamku, gdzie była podłoga w kwadraty. Dopiero na miejscu okazało się, że posadzka komnat w Malborku jest zrobiona w charakterystyczne, czarno-białe romby. Chłopiec narzekał także na oświetlenie w zamierzchłych czasach. Jego zdaniem pod sufitami były świeczniki z normalnymi świecami, z których " strasznie kapało ".


Nie wiedziałam o reinkarnacji, a teraz w nią wierzę

" Nie wierzyłam w reinkarnację i nigdy się nad tym nie zastanawiałam " - mówi mama Marcina - " Teraz jednak jest dla mnie oczywiste, że zjawisko kolejnych wcieleń dusz istnieje ". Jej zdaniem Marcin nie miał szans tego wszystkiego wymyśleć. Niemożliwe jest także, aby taką ilość szczegółów poznał z książeczek z obrazkami, czy nawet z telewizji.
" Przecież on o tym, że był rycerzem, zaczął opowiadać, jak miał niecałe dwa lata! " - dodaje ojciec Marcina. Z całej rodziny Marcin najbardziej jest przywiązany do swojej cioci Moniki, która - jak utrzymuje - kiedyś była jego ukochaną żoną. Kiedy przeprowadzam na miejscu wywiad, nie schodzi jej z kolan.
Marcin opowiada o swojej historii coraz rzadziej. Początkowo był zdziwiony, że nikt wokół niego nie pamięta rycerzy, koni i pojedynków. To niezwykły przypadek, nawet na skalę światową. Bardzo rzadko zdarza się, żeby dziecko tak dokładnie pamiętało swoje poprzednie wcielenie.



Umówmy się, że ten temat jest początkiem całej serii publikacji, która na pewno zakończy się książką. Jest wiele historii, które wydarzyły się w polskich rodzinach, a które mogą być dowodem na istnienie „wędrówki dusz”. Ot choćby ten mieszkaniec Szczecina, który pamiętał moment rozstrzelania podczas Powstania Warszawskiego i na którego klatce piersiowej od dziecka są blizny po kulach (!), jest przecież historia dziewczynki ze Słupska, która jest równie porażająca jak historia małego Marcina i tak dalej - przykłady można by mnożyć. Na zakończenie chcemy zaprezentować list, który kiedyś Robert Bernatowicz wysłał do człowieka, który dostarczał dziesiątki książek na adres redakcji Radia ZET, z których jasno miało wynikać, że reinkarnacja nie istnieje! Mimo upływu lat ten list jest nadal całkiem aktualny. I pokazuje dobrze istotę dyskusji, która toczy się wokół kwestii „wędrówki dusz”. Mamy nadzieję, że tym artykułem dopiero rozpoczynamy prawdziwą debatę na ten temat

Warszawa marzec 1999 rok
Szanowny Panie!


Dziękuję za kolejną przesyłkę i list. Chodzi zwłaszcza o książkę „Czy istnieje Twórca?”, którą po raz kolejny przesłał Pan do redakcji Radia Zet i którą już dawniej przeczytałem z zainteresowaniem. Od lat członkowie Pana Kościoła zasypują mnie wręcz czasopismami i książkami dotyczącymi wyjaśnienia tak istotnej rzeczy, jak sens naszego życia. Wynika to chyba z tego, że w każdym tygodniu słucha mojej audycji kilka milionów ludzi i moje zdanie w tej sprawie jest na pewno dla nich znaczące. Szanuje wszystkie opinie i poglądy, które głoszą różne grupy religijne, ale po wielu latach badania zjawiska reinkarnacji muszę stwierdzić, że jest ono faktem. Przychodzi mi to także z dużym trudem z tego powodu, że wniosek ten jest sprzeczny z nauką, którą otrzymałem jako dziecko i z poglądem świata, który podziela przytłaczająca większość moich rodaków, w tym moja najbliższa rodzina.
Książkę przeczytałem. Od wielu lat jako jeden z nielicznych wybrańców mam czas i pieniądze, aby naprawdę badać największe tajemnice tego świata. Nie z książek i zasłyszanych opowieści, ale jeżdżąc po kraju i wręcz dotykając poszczególnych zdarzeń. Dzięki temu mam własne poglądy na wiele spraw, oparte na doświadczeniach i autentycznych przypadkach. Moim źródłem wiedzy nie jest wyłącznie Biblia, choć ją szanuję i cenię. Oczywiście, jedną z najważniejszych rzeczy jest odpowiedź na pytanie „która religia jest prawdziwa”.
Otóż oświadczam Panu: nie wiem. Wiem natomiast jedno: czy się to komuś podoba, czy nie - istnieje reinkarnacja. To jest jak prawo powszechnego ciążenia – po prostu jest. I nie ma to nic wspólnego z tą, czy inną religią. Uważam, że wcześniej czy później sprawa ta zostanie wreszcie dowiedziona. Sam marzę, że kiedyś w polskim sądzie odbędzie się pokazowy proces, w którym ktoś udowodni w oparciu o zebrany podczas moich audycji materiał, że reinkarnacja istnieje!


Robert Bernatowicz
Radio ZET, marzec 1999 rok

nautlius.org.pl

                              Dodaj wpis do Księgi Gości ! (kliknij!)

e-mail: apokalipsy@tlen.pl

          GG: 8734263   3324083

     

      

Jak myślisz co się stanie w 2012 r.
Przejście w czwarty wymiar
Wojna nuklearna
Całkowita zagłada cywilizacji
Nic się nie stanie
Nie mam pojęcia