Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
        







     

         

 
                                                                NAUKA

                                                          WYBUCH

91 lat temu Syberią wstrząsnął potężny wybuch, który zrównał z ziemią ogromne połacie lasów. Mimo upływu prawie całego wieku wciąż nie wiadomo na pewno, co było przyczyną katastrofy.

Trzydziestego czerwca 1908 roku, tuż po godzinie 7.00 rano na płaskowyżu tunguskim na północy Syberii w Rosji wydarzyło się cos niezwykłego. Świadkowie zdarzenia mieszkający w tym rejonie powiedzieli później, że najpierw słychać było dziwny dźwięk, przypominający "łopot skrzydeł przestraszonego ptaka", a następnie potężny huk. Ten skąpy opis nie oddaje jednak skali wydarzenia - ogromna eksplozja zrównała z ziemią ogromne połacie lasu, zaś wstrząs odczuwalny był na całym świecie. Jeden ze świadków, Siergej Siemienow, twierdził, że widział, jak tuż przed eksplozją przez niebo przeleciał lśniący obiekt wielkości mniej więcej połowy słońca. Pozostawiał za sobą ogon kurzu albo dymu. "Nagle ujrzałem oślepiający błysk światła" - opowiadał Siemienow. "Wszystko ogarnął taki żar, że musiałem się gdzieś schować. Koszula przypaliła mi się na plecach". Siemienow oświadczył też, że tuż po wybuchu nad miejscem zdarzenia uniosła się ognista kula, która po chwili przekształciła się w coś na kształt wielkiego czarnego grzyba. Chata Siemienowa znajdowała się w miasteczku Wanawara, 60 km od miejsca wybuchu. Inny mieszkaniec Wanawary powiedział, że "niebo podzieliło się na dwie części i cała część północna stanęła w ogniu". Zasłonił oczy i kiedy usiłował schować się na ganku, nagły podmuch powietrza odrzucił go na 2 metry.

 

Powalone drzewa.

W tym samym czasie, 22 km na północ od Wanawary, trzej członkowie syberyjskiego plemienia ze zdumieniem zauważyli, że ich szałasy nagle ulatują w niebo. Zrobiło się tak gorąco, że las ogarnęły płomienie a fala uderzenia, niczym gigantyczna kosa powaliła wszystkie drzewa w promieniu 30 km. Na szczęście płaskowyż tunguski jest jednym z najsłabiej zaludnionych regionów na Ziemi, nie licząc więc kilku przypadków drobnych poparzeń obyło się bez ofiar w ludziach. Wybuch był tak głośny, że usłyszano go kilkaset kilometrów od miejsca uderzenia, a nawet za kręgiem polarnym. Fala drgań skorupy ziemskiej dwukrotnie obiegła Ziemię, zanim ostatecznie wygasła. Tego dnia nad syberyjską tajgą nie zapadł zmrok, a w całej Europie można było obserwować zjawisko "białych nocy". Miliony ton pyłu, które dostały się do atmosfery, odbijały światło słoneczne niczym olbrzymi reflektor, rozjaśniając niebo jak księżyc w pełni. Kilka godzin po eksplozji nad Europą można było dostrzec piękne zachody słońca. Brytyjskie pismo "London Times" wydrukowało listy od czytelników, w których opisywali oni "niezwykłą jasność niebios". W nocy było tak jasno, że czytanie bez sztucznego źródła światła nie stanowiło żadnego problemu. Niejaka Katherine Stephen z Huntington napisała "(...) niebo było błękitne jak za dnia, a co jakiś czas przepływały po nim fale jasnych różowych chmur. Nigdy jeszcze nie widziałam w Anglii niczego podobnego". Migocący blask nocnego nieba wprawił w zdumienie astronomów z Glasgow, którzy w jego tle mogli dostrzec jedynie najjaśniejsze gwiazdy. Niespotykaną jasność obserwowano jeszcze przez kilka miesięcy na całym niema świecie. Z półkuli północnej docierały informacje o niezwykle widowiskowych zachodach słońca jakich nie widziano od wybuchu wulkanu Krakatau w 1883 roku.

 

Ogień i pioruny.

Skala zniszczeń w tunguskiej tajdze była olbrzymia. Wiele domów zostało zburzonych, zginęło też bardzo dużo reniferów, należących do plemion koczowniczych zamieszkujących ten rejon. Jeszcze więcej zwierząt uległo poparzeniu. Tunguzi byli przekonani, że to Ogda, ich Bóg ognia i piorunów, zstąpił na Ziemię. W rosyjskiej prasie nie ukazały się jednak żadne informacje o katastrofie. redaktorzy uznali bowiem, że historia jest zbyt absurdalna aby ktokolwiek w nią uwierzył. Brak zainteresowania mediów oraz fakt, iż w Rosji panowała wówczas zawierucha polityczna wyjaśniają, dlaczego okoliczności wypadku zaczęto badać dopiero po dwudziestu latach. Największą popularność zyskała teoria, która mówi, że potężny wybuch na Syberii spowodowany był uderzeniem wielkiego meteorytu. W 1927 roku rosyjski meteorytyk Leonid Kulik zorganizował wyprawę badawczą, która miała sprawdzić prawdziwość tej hipotezy. Kulik zainteresował się zagadnieniem, kiedy natknął się na opis wypadku na trasie kolei transsyberyjskiej. Świadkowie zdarzenia twierdzili, że pociąg został wykolejony przez wielki meteoryt. Podobno spadł on z nieba dokładnie w tym samym czasie, kiedy wydarzyła się katastrofa w tajdze. Kulik, były pracownik Akademii Nauk ZSRR, zajmował się wcześniej badaniem odpadków kosmicznych, dlatego postanowił sprawdzić, ile prawdy jest w informacjach o wykolejonym pociągu. Kiedy jednak przybył na miejsce katastrofy, okazało się, że rzekomy meteoryt, który obwiniano o kolejowy wypadek i spowodowanie wybuchu, w rzeczywistości jest wielkim głazem, bez wątpienia pochodzenia ziemskiego. Kulik, przekonany, że katastrofę tunguską mógł spowodować jedynie ogromny meteoryt, nie zraził się tym odkryciem i w 1921 roku ponownie pojechał na Syberię, aby odnaleźć naocznych świadków zdarzenia. Dopiero w 1933 roku, udało mu się zdobyć wystarczające środki na zorganizowanie poszukiwań. Ostatecznie długo przygotowywana wyprawa wyruszyła pod koniec roku. Warunki pogodowe były fatalne: po dotarciu do Wanawary Kulik musiał pokonać 60 kilometrowy odcinek niedostępnej, zasypanej śniegiem tajgi. Minęły aż dwa tygodnie zanim ekspedycja stanęła na szczycie wzgórza, z którego widać było miejsce katastrofy. Jak okiem sięgnąć, wszędzie leżały powalone drzewa. Wszystkie jednak ułożone były w jednym kierunku, co świadczyło o tym, że wyprawa znajduje się dopiero na skraju zdewastowanego obszaru. rozmiary katastrofy przekroczyły najśmielsze oczekiwania Kulika. Rosyjski naukowiec był wciąż przekonany, że eksplozję spowodował meteoryt i że w epicentrum znajdzie krater po wybuchu. Zamiast tego był tam jedynie krąg niskich pagórków, tworzących coś na kształt amfiteatru o średnicy 1,5 km. Powalone drzewa układały się promieniście wokół tego okręgu. Kulik uznał, że to właśnie jest "miejsce uderzenia" i że "meteoryt" musiał eksplodować, zanim zderzył się z ziemią. Niestety mimo wysiłków ( zbadano nawet, dno kilku niewielkich oczek wodnych, które pokrywały teren ) nie udało mu się znaleźć żadnych fragmentów meteorytu.

 

Kolejne teorie.

Chociaż Kulik nigdy nie odnalazł spodziewanych fragmentów, jego teoria została potwierdzona przez innych badaczy, którzy uznali, że obiekt - cokolwiek to było - eksplodował kilka kilometrów nad lasem. było to o tyle zagadkowe wyjaśnienie, że dotychczas nie spotkano się z przypadkiem wybuchu meteorytu w atmosferze. Po II wojnie światowej pojawiła się kolejna teoria. Chmura w kształcie grzyba, unosząca się nad miejscem wybuchu, oraz oparzenia, których doznali wszyscy w pobliżu eksplozji, do złudzenia przypominały skutki wybuchu bomby atomowej. Badacze zauważyli również, że wypadek w tunguskiej tajdze wywołał impuls magnetyczny - taki sam, jaki powoduje wybuch bomby atomowej. Obecnie oblicza się, że siła eksplozji równa była wybuchowi bomby o mocy 12 megaton. Za teorią wybuchu nuklearnego przemawia również fakt, iż w kilka miesięcy po katastrofie w regionie tym zanotowano przypadki zmutowanych zwierząt i roślin. Czyżby więc tunguska katastrofa spowodowana była wybuchem eksperymentalnej bomby atomowej? Większość badaczy uważa, że to dość nieprawdopodobne wyjaśnienie. Równie dobrze obiekt eksplodujący wówczas nad tajgą mógł być obcym statkiem kosmicznym o napędzie atomowym, który wybuchł po wejściu w atmosferę ziemską. Współczesne badania wykazały, że przyczyna wybuchu była jednak bardziej prozaiczna. W 1977 roku okazało się, że drobny materiał skalny, rozpylony na warstwie torfu z 1908 roku ma taki sam skład chemiczny, jak międzygwiezdny pył zebrany przez radzieckich kosmologów w latach 60-tych. Zważywszy, iż pył pokrył tak rozległy obszar, musiało go być tysiące ton - zatem obiekt, który uległ eksplozji, był prawdopodobnie gigantyczny.

 

Fragment komety?

Odkrycie pyłu gwiezdnego przyczyniło się do powstania nowej teorii. Według niej, obiekt był fragmentem komety Enckego, przelatującej w pobliżu Ziemi w tym samym czasie, kiedy wydarzyła się katastrofa. Mimo pewnych różnic teoria ta jest właściwie uwspółcześnioną wersją teorii Kulika, który twierdzi, że wybuch spowodowało uderzenie kosmicznej skały. W 1937 roku Leonid Kulik wygłosił w Sankt Petersburgu odczyt, w którym opisał, co by się stało, gdyby ów meteoryt spadł np. na Nowy Jork. Miasto uległoby całkowitemu zniszczeniu, a miliony ludzi straciłoby życie. Wizja to przerażająca, zwłaszcza, że co roku 30 czerwca, czyli w dniu katastrofy tunguskiej, Ziemia przechodzi przez rój meteorytów Beta - Taurydy. Może więc w każdy ostatni dzień czerwca powinniśmy trzymać kciuki za naszą planetę i liczyć, że katastrofa się nie powtórzy.

Syberia to jeden z najsłabiej zaludnionych, niedostępnych regionów świata. Rozległe, gęste lasy, przechodzące w zamarzniętą tundrę na północy, wciąż jeszcze nie są dokładnie zbadane. W pobliżu miejsca katastrofy, około 60 km na południe znajduje się tylko jedno, niewielkie miasteczko - Wanawara. Na szczęście jednak, o ile wiadomo katastrofa nie pociągnęła za sobą żadnych ofiar w ludziach.

 

Porównując spustoszenia w lasach płaskowyżu tunguskiego z ruinami Hiroshimy, niektórzy badacze doszli do wniosku, że na Syberii miał miejsce wybuch nuklearny. Jednak odkrycie kosmicznego pyłu, szklanych perełek stopionego piasku i śladów tlenku żelaza przekonało naukowców, że katastrofę wywołało zderzenie z jakimś fragmentem skały pochodzenia pozaziemskiego.

 

W październiku 1996 roku rosyjski fizyk Włodzimierz Swietsow oświadczył, że wybuch nad tunguską tajgą spowodowany był zetknięciem się dużego asteroidu albo meteorytu z ziemską atmosferą. W rejonie katastrofy ślady tego wybuchu widoczne są do dziś.

 

 

ANALIZA - wybuch nuklearny?

Zdjęcie przedstawia przekrój dwóch modrzewi pochodzących z rejonu katastrofy. Słoje drzewa powalonego przez eksplozję ( u góry ) są gęściejsze niż tego, które wyrosło tam później ( poniżej ). Niektórzy sugerują, że przyspieszony wzrost młodszego drzewa spowodowało promieniowanie radioaktywne. Radziecki naukowiec Kirył Floreński zwrócił jednak uwagę na fakt, że zjawisko szybszego wzrostu po pożarze jest rzeczą naturalną. W 1965 amerykańscy fizycy badający próbki tunguskich drzew stwierdzili, że słój z 1909 roku zawiera 1%, więcej węgla promieniotwórczego ( uwalnianego w wybuchu nuklearnym ) niż słój z roku 1908. Mogło to być jednak spowodowane przyczynami naturalnymi, dlatego nie uznano tych wyników za ostateczne potwierdzenie teorii o wybuchu nuklearnym. W latach 60-tych Floreński odkrył na miejscu katastrofy pył ze śladami żelaza - taki sam skład ma pył pochodzący z komet. Uczony wyjaśnia brak krateru tym, że jakaś kometa eksplodowała w zderzeniu z atmosferą wysoko nad ziemią, a spustoszenia w tajdze spowodowała sama fala uderzeniowa.

 

 

ANALIZA - teoria czarnej dziury.

W 1973 roku dwa amerykańscy uczeni A,A, Jackson i M.P. Ryan z Uniwersytetu Teksańskiego przedstawili kolejną hipotezę, według której wybuch w syberyjskiej tajdze mógł zostać spowodowany przez czarną dziurę. Czarne dziury to zapadnięte gwiazdy, które mogą mieć rozmiar zaledwie kilku milimetrów, a jednocześnie niewyobrażalne potężną masę. Jackson i Ryan poparli swą tezę skomplikowanymi obliczeniami. jednak na nieszczęście dla własnej teorii wykazali również, że gdyby to kosmiczna czarna dziura uderzyła w Ziemię, musiałaby przebić cały ziemski glob na wylot i wywołać podobną katastrofę na południowy wschód od Nowej Funlandii. Naukowcom nie udało się jednak dotychczas odnaleźć żadnych śladów takiego wydarzenia.

mipzone.sitesled.com

e-mail: apokalipsy@tlen.pl

          GG: 8734263   3324083

     

Jak myślisz co się stanie w 2012 r.
Przejście w czwarty wymiar
Wojna nuklearna
Całkowita zagłada cywilizacji
Nic się nie stanie
Nie mam pojęcia